Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami pierwszy tom papierowego wydania "Encyklopedii Solidarności" ukaże się drukiem już we wrześniu 2010 r.

Czterodniowe szkolenie dla działaczy NSZZ Solidarność miało miejsce w rajskim ośrodku Osada Karbówko koło Golubia Dobrzynia. 
W 1964 r. w czasie swego pierwszego występu na festiwalu w Opolu zdobyła pierwszą (tzn. główną) nagrodę dzięki piosence "O mnie się nie martw". Wkrótce została piosenkarką roku. Potem wystąpiła na festiwalu w Sopocie. Słynny francuski impresario Bruno Cocatrix zaproponował jej koncerty w paryskiej Olimpii, ale odmówiła. Zakochała się w gitarzyście Henryku Fabianie. Wkrótce wzięli ślub. Związek przetrwał 19 lat i zakończył się rozwodem. W tym małżeństwie w 1975 r. urodził się syn Sergiusz. Piosenkarka żałowała potem, że nie poświęciła mu wystarczająco dużo czasu. W 1979 r. wyjechała do USA, zostawiając małego synka pod opieką przyjaciółki. Syn dorastał bez matki. (Henryk Fabian zmarł w 1998 r.) Po występach w Chicago podpisała kontrakt na trasę koncertową po całej Kanadzie. Wspominała, że po straszliwej diagnozie, w czasie choroby, ludzie na których najbardziej liczyła, zawiedli ją. Nie mogła się do nich dodzwonić, odkładali słuchawkę, słysząc jej głos. Była kompletnie załamana. Kiedy znalazła się w najtańszej z możliwych klinik (w USA) na operację było już za późno.
W Polsce przeszła kilka chemioterapii i serię naświetlań. Jak mówiła w wywiadzie dla "Przyjaciółki" najgorsze było totalne osłabienie i dieta: soki, warzywa, płatki... Podkreślała: "W życiu najważniejsze są zdrowie i przyjaźń. (...) Najgorsza jest samotność." Do końca miała nadzieję, że pokona chorobę. Ktoś w Internecie napisał o niej: "Piękna kobieta, piękny człowiek, pięknie śpiewała (...) Módlmy się za nią."
Puławy: park i pałac Czartoryskich, Świątynia Sybilli;
Czarnolas: Muzeum Jana Kochanowskiego
Zwiedzanie Lublina: Stare Miasto, Zamek, katedra;
Obóz Zagłady w Majdanku.
Przystanek przy świątyni Św. Anny w Lubartowie.
Szczyt rozwoju i funkcjonowania w Puławach ośrodka kultury oświeceniowej przypada na przełom XVIII i XIX wieku, za sprawą wielostronnej działalności Izabeli i Adama Kazimierza Czartoryskich. Od 1731 r. Puławy na 100 lat stały się własnością familii, jak określano wtedy rodzinę Czartoryskich. Powstało tutaj konkurujące ze stolicą centrum życia kulturalnego i politycznego. Miejscowość zyskała przydomek Polskie Ateny. Wiek Czartoryskich w Puławach skończył się w 1831 r. Książę Adam Jerzy Czartoryski, właściciel Puław od 1812, za udział w powstaniu listopadowym został przez cara zaocznie skazany na ścięcie toporem, a wszystkie jego majątki w zaborze rosyjskim uległy konfiskacie. Oprócz pałacu najciekawszą budowlą znajdująca się w parku jest Świątynia Sybilli - pierwsze polskie muzeum narodowe. Wybudowana została w latach 1798-1801. Nad wejściem jest napis: ”Przeszłość-Przyszłości”. W Świątyni Sybilli księżna Izabela Czartoryska gromadziła pamiątki po wielkich Polakach.
Muzeum mieści się w murowanym dworze Jabłonowskich, pochodzącym z XIX wieku. Tam gdzie rosła słynna lipa, wspomniana w utworach poety, stoi pamiątkowy obelisk. Pierwsza ekspozycja została otwarta w 1961 r. Obecna ukazuje życie i twórczość Jana Kochanowskiego na tle epoki. Przed dworkiem znajduje się pomnik poety wykonany w 1980 r. Jan Kochanowski (1530 - 1584) – poeta polski epoki renesansu, sekretarz królewski. Był przedstawicielem filozofii eklektycznej – stoicyzmu, epikureizmu, renesansowego neoplatonizmu i głębokiej wiary w Boga, łącząc tradycję antyku i chrześcijaństwa. Pochodził ze szlacheckiej rodziny Kochanowskich herbu Korwin. Język i styl Kochanowskiego wywarł duży wpływ na rozwój polskiego języka literackiego, gdyż autorzy późniejsi, wzorowali się na Kochanowskim. W Muzeum Jana Kochanowskiego Elżbieta Brzezińska wyręczyła panią przewodnik i z głęboką erudycją oraz w emocjonalny sposób przypomniała naszym uczestnikom wycieczki wielkość genialnego Poety.
Niektóre pieśni Kochanowskiego są śpiewane po dziś dzień, np. Psalm 91, czyli Kto się w opiekę odda Panu swemu,
Nałęczów posiada również dobre warunki dla rehabilitacji pacjentów po zawale serca i operacjach kardiochirurgicznych. Spróbowaliśmy słynnej wody mineralnej Nałęczowianki produkowanej w Nałęczowie. Podziwialiśmy starannie pielęgnowany Park Zdrojowy założony przez Stanisława Małachowskiego, chlubę nałęczowskiego uzdrowiska. Najcenniejszym zabytkiem Nałęczowa jest pałac Małachowskich (w stylu barokowym) otoczony tym pięknym, starym parkiem. Obecnie w pałacu mieści się m.in. Muzeum Bolesława Prusa (nie zdążyliśmy zwiedzić). Kuracjuszami Nałęczowa byli m.in. Stefan Żeromski, Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. Zwiedziliśmy Chatę Stefana Żeromskiego, obecnie Muzeum Stefana Żeromskiego w Nałęczowie. Żeromski przebywał w miasteczku z przerwami w latach 1890 - 1908. W Nałęczowie pisał, tu założył rodzinę oraz stał się wielkim społecznikiem. Pozostawił po sobie Chatę, Ochronkę oraz grób syna. Po przyjeździe do Nałęczowa Żeromski objął posadę nauczyciela domowego w domu Michała Górskiego - ówczesnego właściciela miasta. W domu Górskiego pisarz poznał swoją przyszłą żone - Oktawię Rodkiewiczównę. Świadkiem na ich ślubie w 1892 roku był Bolesław Prus. W 1899 urodził się syn Adam. W pobliżu Chaty, wśród drzew widzieliśmy mauzoleum Adama Żeromskiego. Syn pisarza zmarł na gruźlicę w 1918 r. Po śmierci Adama, Żeromski definitywnie zerwał kontakty z Nałęczowem. Kaplicę grobową - mauzoleum wzniesiono w 1922 roku. Na miejscowym cmentarzu pochowana jest pisarka Ewa Szelburg-Zarembina oraz światowej sławy malarz, grafik i ilustrator książek – Michał Elwiro Andriolli, ale nie zdążyliśmy tam pójść. Z Nałęczowa udaliśmy się na nocleg do bardzo gościnnego i przepięknego Dworku Różanego pod adresem Stok-Zażuk 112 koło Końskowoli niedaleko Puław.
Po zwiedzeniu najważniejszych zabytków, przy cudownie słonecznej pogodzie przez 45 minut płynęliśmy stateczkiem "Pirat" po Wiśle.
Jego początki związane są z powstaniem w XII w. kasztelanii lubelskiej. Najważniejszą datą jest rok 1569 - wtedy w murach zamku obradował sejm, na którym podpisano akt unii polsko-litewskiej – unię lubelską.
Stare Miasto – historycznie najstarsza część Lublina – zaszokowało nas ogromną ilością niezamieszkałych kamienic (pustostany). Nie od razu dotarło do naszej świadomości, że przed wojną było zamieszkałe przez obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, a tych rasa panów, czyli Niemcy po prostu poddali zbrodniczej eksterminacji i bestialsko wymordowali w pobliskim obozie zagłady w Majdanku. Tylko nieliczne jednostki prowadzone na rzeź zdołały ocalić życie. Mimo to zachwycaliśmy się zabytkowymi bramami i staromiejskimi kamienicami. Naszą uwagę przyciągały: Brama Krakowska, Brama Grodzka, Baszta Gotycka, Trybunał Koronny w Rynku, kamienica Klonowica, Kamienica Konopniców na rynku Starego Miasta, Dom Złotnika - muzeum przy staromiejskiej ul. Złotej, Plac Po Farze, Wieża Trynitarska - neogotycka wieża-dzwonnica najwyższy zabytkowy punkt wysokościowy Lublina, Kościół dominikanów pw. św. Stanisława, Archikatedra św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty – największy kościół w Lublinie, perła baroku na Lubelszczyźnie, która zaszokowała nas swoim niezwykłym pięknem.
Założony w 1918 r. przetrwał trudny okres PRL-u. Uczelnię udało się reaktywować w 1944 r. dzięki inicjatywie ks. prof. Antoniego Słomkowskiego. Zaczęli tu wykładać profesorowie przesiedleni z Kresów Wschodnich, głównie z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Początkowo nowe władze sprzyjały katolickiej uczelni, później jednak stała się ona celem ataków. Komuniści znacjonalizowali podstawowe źródło finansowania KUL, jakim był liczący 7 tys. ha majątek rolny Fundacji hr. Potulickich w Potulicach koło Nakła. W 1949 roku zabroniono przyjmowania nowych studentów na niektóre świeckie kierunki, pozbawiono funkcji rektora ks. Słomkowskiego – za to, że nie chciał zalegalizować na uczelni komórki młodzieżowej organizacji komunistycznej. Uniwersytet był stale inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, utrudniano życie studentom i wykładowcom, cenzurowano publikacje uczelni. W czasach poprzedniego ustroju niezależny KUL był jedyną wyższą świecką uczelnią katolicką w całym bloku socjalistycznym, co stanowiło absolutny ewenement. Dopiero lata 90. XX wieku przyniosły znaczną poprawę sytuacji. Część pieniędzy KUL zaczął otrzymywać ze Skarbu Państwa, zniesiono cenzurę, uczelnia zaczęła rozwijać bazę dydaktyczną. Obecnie ma ponad 20 tys. studentów.
Pałac, arystokratyczna rezydencja, okres świetności przeżywał za czasów Konstantego Zamoyskiego, który w 1903 r. założył tu ordynację. Dokonując przebudowy rezydencji, hrabia pragnął z niej uczynić jedną z najbardziej monumentalnych i reprezentacyjnych siedzib magnackich. W 1944 po wyjeździe ostatnich właścicieli od listopada tegoż roku pałac jest własnością państwa. We wnętrzach, które zachowały autentyczny wystrój z przełomu XIX w. i XX w. w tym: neobarokowe i neoregencyjne plafony, piece z miśnieńskich kafli, marmurowe kominki, dębowe parkiety, zgromadzona jest również niezwykła kolekcja malarstwa (przeważają portrety rodzinne oraz kopie arcydzieł malarstwa europejskiego), mebli, rzeźb, luster, kobierców, porcelany, złoconych brązów i sreber, które swego czasu stanowiły dawne wyposażenie pałacu. Byliśmy zaskoczeni przepychem, splendorem i tym, że wnętrza są tak doskonale utrzymane i posiadają nieporównywalny w Polsce i bardzo rzadki w Europie stopień autentyzmu. To radosna niespodzianka oglądać tyle cennych autentyków i zbiorów niezniszczonych przez liczne zawieruchy wojenne.
O godz. 12.00 - na Placu Jana Pawła II biskup ordynariusz diecezji pelplińskiej - Jan Bernard Szlaga koncelebrował sumę odpustową. Obchodziliśmy 800-lecie powstania Parafii Św. Trójcy. Podczas nabożeństwa modliliśmy się się także w intencji Solidarności z okazji 30 rocznicy powstania NSZZ Solidarność. W słonecznej spiekocie przez dwie godziny z dumą dzierżyłem sztandar naszego Związku. Obok mnie ze sztandarem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego stał Wojciech Pestka, największy na Pomorzu miłośnik, erudyta i znawca wszystkiego, co ma związek z Kaszubami.
Ja i Sergiusz zwiedziliśmy Kościół Św. Trójcy (w Kościerzynie) i przyległy doń Plac Jana Pawła II. Kiedy mam gości to pokazuję im najciekawsze miejsca w sercu Kaszub i przyznaję, że czynię to z poczuciem dumy, bo w naszym mieście jest kilka takich wartościowych obiektów. Najważniejszym jest chyba właśnie Sanktuarium MBKR z Obrazem Marii Panny (właśnie w kościele św. Trójcy), Placem i pomnikiem Jana Pawła II, tajemnicami Różańca, tablicą dla uczczenia śp Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To piękne i zarazem harmonijne dzieło, wizytówka miasta.
Z Kościerzyny pojechaliśmy z Sergiuszem do Szymbarku, gdzie z przewodnikiem obejrzeliśmy kilka niezwykłych atrakcji: najdłuższą deskę świata (36 m i 83 cm) i stół noblisty im. Lecha Wałęsy na około 200 osób (waga stołu - 6 ton), dom do góry nogami, bunkier Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski", Dom Sybiraka (240 lat); pociąg, którym transportowano polskich zesłańców na Syberię; Kaplicę Jedności Narodowej; dwie chaty Kaszubów z Kanady i inne.
Przy pięknej słonecznej pogodzie zachwycaliśmy się Drogą Królewską: Bramą Wyżynną, Katownią, Bramą Złotą, ulicą Długą, Ratuszem, Długim Targiem, Fontanną Neptuna, Dworem Artusa, Bramą Zieloną. Doszliśmy aż do Żurawia nad Motławą. Po drodze wstąpiliśmy do Restauracji "Kuchnia Rosyjska" położonej w samym centrum Gdańskiej Starówki, na Długim Targu, 50 m od fontanny Neptuna, naprzeciwko Złotej Kamieniczki.
Wstąpiliśmy także do porażającej swoim ogromem i majestatycznej Bazyliki Mariackiej, gdzie pomodliliśmy się przy sarkofagu Macieja Płażyńskiego tragicznie zmarłego 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie pod Smoleńskiem.
Odwiedziliśmy też Bazylikę Św. Brygidy, rozsławioną przez ks. Henryka Jankowskiego.
Potem zatrzymaliśmy się przy Bramie Stoczni (dawniej im. Lenina) i Pomniku Poległych Stoczniowców, który Sergiusz zobaczył po raz pierwszy. Podziwiam Sergiusza, który z racji niepełnosprawności przez całe życie bez słowa skargi porusza się o kulach i dzielnie pokonuje długie dystanse zwiedzając ze mną Trójmiasto. Potem wpadliśmy na Suchanino do mojej córki Beaty na kawę z podwieczorkiem.
Po Gdańsku przyszła kolej na Sopot, gdzie udało mi się zaparkować bardzo blisko centrum, bo tuż koło Krzywego Domku.
Dłuższy czas spacerowaliśmy po sopockim molu. Molo w Sopocie im. Jana Pawła II – to najdłuższe drewniane molo w Europie. Ma około pół kilometra długości — część spacerowa ma 511,5 m, z czego 458 m wchodzi w głąb Zatoki Gdańskiej. Jest jedną z największych atrakcji miasta. Potem przechadzaliśmy się jeszcze ulicą Bohaterów Monte Cassino, która stanowi dziś główny deptak nadmorskiego uzdrowiska, zamknięty dla ruchu samochodowego. Po całodziennym intensywnym zwiedzaniu tylu atrakcji, do Wielkiego Klińcza wróciliśmy dopiero po godz. 22.00.
Ks. Zbigniew prowadził scholę - wokalny zespół młodzieżowy przy bazylice. Mieliśmy szczęście wysłuchać po nabożeństwie pięknego koncertu pieśni w wykonaniu tej scholi pod dyrekcją odchodzącego do Pelplina księdza. Rozglądaliśmy się za znajomymi i w końcu zauważyliśmy ... Joannę z synkiem z Australii, którzy odwiedzili nas w Wielkim Klińczu 24 czerwca 2010 r.
Mając wspaniałą słoneczną pogodę spacerowaliśmy po sosnowym lesie nad Zalewem rozkoszując się lekką bryzą i żywicznym zapachem sosen.